Create a Joomla website with Joomla Templates. These Joomla Themes are reviewed and tested for optimal performance. High Quality, Premium Joomla Templates for Your Site

Jak to możliwe, że zwykli żartownisie dostali się do prezydenta?

Jak to możliwe, że zwykli żartownisie dostali się do prezydenta?
źródło: Komsomolskaya Pravda/Global Look Press

Sprawa z fałszywym sekretarzem generalnym ONZ rozpoczęła w mediach dyskusję na temat tego, jak działają polskie służby, że dopuściły do kontaktu Prezydenta Polski z niezweryfikowanym prawidłowo rozmówcą. To wbrew pozorom bardzo proste, a zdarza się największym, nie tylko Polsce.

Wybryk rosyjskich internetowych żartownisiów, Vovana i Lexusa, rozpoczął w Polsce dyskusję na temat bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Jak to jest, że ktoś zupełnie z zewnątrz jest w stanie porozmawiać z Prezydentem Polski, nagrać to, być może z myślą o skompromitowaniu go, a potem umieścić wszystko w sieci. Mnie osobiście nie przeraża w ogóle to, że się to wydarzyło, ale to, w jak prosty sposób do tego doszło i jak łatwo jest to powtórzyć. Na kimkolwiek.

Polski Prezydent nie jest ani pierwszą, ani zapewne ostatnią ofiarą żartów Alexei'a Stolyarova i Vladimira Kuznetsova. Dla nich kompromitowanie, jak się uda, głów państw, celebrytów, polityków i innych znanych osób jest sposobem na życie. Wybierają ofiarę i robią wszystko, żeby misja się powiodła. Czasem wymaga to cierpliwości i zawsze pewnej dozy bezczelności, ale również kreatywności. Jak sami twierdzą najpierw były to żarty. teraz, pewien rodzaj dziennikarstwa, mający na celu sprawdzenie i pokazanie jak naprawdę wygląda polityka. Eksperci z zewnątrz zauważają jednak, że żarty te na ogół są zbieżne z agendą rosyjskich służb.

Do Emmanuela Macrona przygotowywali się dwa lata

Jednym z bardziej spektakularnych żartów, jakie do tej pory udało się zrealizować dwójce Rosjan jest podanie się za (wtedy) prezydenta elekta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i porozmawianie z prezydentem Francji, Emmanuelem Macronem. Stolyarov i Kuznetsov przygotowywali się i czekali na stosowny moment przez dwa lata. Ten nadszedł kiedy w telewizji zobaczyli, że prezydent Francji spotkał się z prezydentem elektem Ukrainy. To był ten moment. Kilkunastominutowa rozmowa z francuską głową państwa była o wiele bardziej mięsista, niż to, co mieliśmy okazję oglądać w przypadku polskiego prezydenta. Macron wyraźnie nie był przygotowany do tej rozmowy, co dało się wyczuć w wymijających odpowiedziach. Prezydent Francji śmiał się także (i brzmiał w tym bardzo szczerze) z żartów prowadzących o alkoholowym problemie byłego prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki, a także wypowiadał się niepochlebnie o prezydencie Rosji, Władimirze Putinie. Ciekawszymi żartami są także te z udziałem amerykańskich polityków. Jak mówią Vovan i Lexus ci zawsze wykażą się ignorancją. Są w stanie także uwierzyć w niemal każdą bzdurę. Rosjanie chwalą się, że nie jednokrotnie przekazywali im sfałszowane dokumenty, które ci brali za oryginalne. Politycy wierzą w to, co chcą wierzyć. Wystarczy im coś z tym związanego dać i wtedy w to wierzą - twierdzą Stolyarov i Kuznetsov.

Atak bardzo typowy

Możemy mówić o żartach, prankach i zabawie, ale kiedy do najważniejszych osób w państwie dostęp otrzymują osoby nieuprawnione to zagrożone zawsze jest w jakiś sposób bezpieczeństwo narodowe. Cała sytuacja zaczyna mieć tym ciemniejsze barwy, kiedy dowiadujemy się, że modus operandi Rosjan jest typowy dla ataków socjotechnicznych. Nie wykorzystują oni żadnego specjalistycznego sprzętu - a przynajmniej na to wygląda i sami o tym mówią. Wykorzystują jedynie odpowiedni moment, odpowiednią legendę, talent manipulatorski oraz niewiedzę i naiwność drugiej strony. W ataku na prezydenta Dudę wysłali podobno mail z ogólnodostępnej usługi szyfrowanej poczty Protonmail, donosi Onet, podając w nim kontaktowy numer telefonu do rzekomego asystenta sekretarza generalnego ONZ. Do dostania się bezpośrednio do prezydenta Francji wykorzystano odpowiedni moment (wiedza o spotkaniu) oraz zwyczajne linie telefoniczne jednostek dyplomatycznych. Prezydent elekt, jakim w tamtym czasie był Zełenski nie miał jeszcze dostępu do oficjalnych, rządowych struktur więc Rosjanie uznali, że najlepszą metodą będzie podanie się za kogoś z niedawnego sztabu wyborczego przyszłego prezydenta. Bez żadnych specjalnych źródeł we Francji i żadnych kontaktów. To wystarczyło, żeby po nitce do kłębka dostać się bezpośrednio do Macrona. Ich 10 letnie doświadczenie, jak sami twierdzą, sprawia, że wiedzą już co działa, a co nie w takich kontaktach i wykorzystują to. W innym ataku, na prezydenta Poroszenkę, którego zresztą atakowali czterokrotnie, wykorzystywali podobne metody. Znaleźć osobę z otoczenia, mieć pretekst, nie wahać się (człowiek, jako najsłabsze ogniwo systemów bezpieczeństwa). Stolyarov i Kuznetsov twierdzą, że w jednym z ataków na ukraińską głowę państwa wykorzystali zwykły wirtualny numer telefonu, podczas gdy Poroszenko zadzwonił do nich sam z zabezpieczonej linii. Przypomina to trochę moment w którym ślepo wierzymy tzw. zielonej kłódce na pasku przeglądarki w momencie, kiedy możemy mieć do czynienia ze stroną phishingową. Rutyna, buta, brak szkoleń, niewiedza, brak pewności siebie, to wszystko co może wpływać na to, że nikt w trakcie i po drodze nie zorientował się, że coś jest w tym wszystkim bardzo nie tak.

Cel Trump

Rosyjscy żartownisie wyznali także, że ich wymarzonym celem jest prezydent Trump. To, że do tej pory nie udało im się tego celu osiągnąć nie świadczy o dobrych zabezpieczeniach Białego Domu, a o tym, że nie znaleźli jeszcze odpowiedniej tam osoby (wtyczki) oraz odpowiedniej historyjki, którą mogli by z powodzeniem wykorzystać. Prezydent USA nie jest jednak nieosiągalny, co pokazał komik i radiowiec John Melendez, który uciął sobie z POTUSem sześciominutową rozmowę o imigrantach i sądzie najwyższym. Na pytania o Władimira Putina pranksterzy opowiadają, że nie próbowali i nie chcą próbować. Nie chcieliby w jakikolwiek sposób zaszkodzić, czy skompromitować swojego własnego kraju. Prawdopodobnie jednak nie chcieliby trafić po prostu do łagru.